Pomysł na wakacyjny wyjazd z grami

2019-07-08
Pomysł na wakacyjny wyjazd z grami
Zaczęły się! Wakacje! Magiczny czas, w którym możemy oddać się błogiemu lenistwu. Jedni z nas na kilka dni, inni na całe dwa miesiące. Niezależnie od tego ile czasu nam dano warto wykorzystać go w dobrym celu (zabrzmiało inspirująco) czyli na granie w planszówki! Jak mógłby wyglądać idealny wypad za miasto z grami planszowymi w plecaku? Które gry zabrać? Oczywiście to subiektywna kwestia, ale liczę na to, że z mojej wizji na ten temat będziecie w stanie wyciągnąć coś dla siebie. Zapraszam w podróż!


Propozycja wyjazdu na weekend przyszła nagle. Cel podróży – Hel, towarzystwo – grupa przyjaciół, temperatura – niemiłosierny upał. Normalnie zabrałbym ze sobą niewielką torbę podróżną z najpotrzebniejszymi rzeczami. Jednak wszyscy gramy w gry planszowe i żeby spakować wszystkie potrzebne tytuły zdecydowałem się na pokaźnych rozmiarów walizkę (bo na co komu dedykowana torba skoro w jej cenie mam kolejne niemieszczące się już na regałach pudło). Każda z gier przełożona ciuchami – w końcu o planszówki trzeba dbać.

Na dworzec kolejowy dotarłem kilkanaście minut przed czasem. W sam raz by zjeść hot doga – takiego klasycznego, sklepowego: bułka z dziurką, parówka i dwa sosy, bez warzyw. Hot dog był średni, ale nastroje bardzo dobre. Nie zmieniła tego nawet wizja podróży składem typu regio, perspektywa 30 stopni celcjusza i postoje w każdej napotkanej wiosce.


Wsiedliśmy do pociągu. Akurat w tym nie ma specjalnego wagonu przystosowanego do gry w plansze. Razem z przyjaciółmi musieliśmy sobie poradzić inaczej. Zagraliśmy w Czarne Historie.

Czarne Historie zadebiutowały na świecie w 2004 roku za sprawą niemieckiego wydawnictwa Moses. W Polsce pierwszy raz pojawiły się w 2010 dzięki wydawnictwu G3. Sam ojciec Czarnych Historii w jednym z udzielonych przez siebie wywiadów przyznał, że ten pomysł nie był niczym nowym. Koncept zarysów historyjek z dreszczykiem, których pełny przebieg odkrywa się poprzez zadawanie pytań od lat funkcjonował na biwakach i przy ogniskach, ale dopiero Holger Bosch i wydawnictwo Moses byli w stanie ukształtować go w markę znaną na cały świat.

Tak więc gra karciana, do której nie jest wymagany żaden stół okazała się idealnym wyborem. Wszyscy się świetnie ubawili, a na końcu konduktor i inni pasażerowie zaczęli bić brawo. Śmiechom nie było końca.


Wysiadka z pociągu na Helu to był koszmar. Straszny upał, zupełnie jak gdyby na końcu nazwy tej miejscowości znajdowały się dwie litery „L”, a nie jedna. Nic więc dziwnego, że po zostawieniu walizek w pokojach (nie urodziłem się w czasach PRL, ale jestem pewien, że w takich miejscach spali w młodości ludzie w wieku moich rodziców) ruszyliśmy wprost na plażę.

Słodki nadbałtycki plażing! Ostatnimi czasy pod tą lub inną postacią atakuje mnie nawet gdy otwieram lodówkę, a teraz stałem się naocznym świadkiem jego najczystszej postaci: wąsaci panowie, roznegliżowane panie, rozwrzeszczane dzieciaki, napoje wyskokowe w aluminiowych puszkach i całe mnóstwo parawanów! Wszystko w otoczeniu średnio czystego morza.


Oczywiście nie zapomniałem przytaszczyć z sobą gier planszowych. Koniecznie takie, które lubią (a przynajmniej tolerują) plażę. Mój wybór padł na:
  • Jungle Speed Plaża i Dobble Plaża – pozwalam sobie na małe oszustwo łącząc te dwie gry w jeden podpunkt, ale spróbuje się usprawiedliwić. Obie gry to klasyczny przykład „imprezówek”, które stawiają na rozgrywkę większym gronie osób, rozgrywkę nastawioną na zręczność i spostrzegawczość. W edycji plaża mamy do czynienia z wodoodpornymi kartami i… gumowym totemem, nie musimy więc martwić się o zniszczenie gier.
  • Rój – część ekipy woli kąpiel od grania w planszówki? To nic! Wystarczy, że do najbliższego kubła na śmieci przykujemy łańcuchem tylko jednego nieszczęśnika! Wspaniała gra logiczna dla dwóch osób, proste zasady, spora głębia rozgrywki, przenośny woreczek i do tego solidne, ciężkie kafle.
  • Tarantula Tango – czas wrócić do bardziej rozrywkowych tematów. Bardzo mała szybka i przyjemna gra, w której kluczowy jest element dźwiękonaśladowczy. Sąsiedzi za parawanem z pewnością usłyszą jak dobrze się bawicie!
  • Drewniane gry logiczne od wydawnictwa Gigamic: Pylos, QuartoQuoridor (w wersji mini) – znów wspólna kropka i przyznaję bez bicia, że bardzo długo nie byłem przekonany do tych tytułów. Potem zagrałem w jedną, drugą, trzecią i naprawdę mi się spodobało (to jedno z najlepszych uczuć, kiedy zaskakuje mnie na pierwszy rzut oka nudna gra).  Solidne, wykonane z drewna, idealne na plaże.
Wieczór to już trochę inna atmosfera. Smażona w tłustym oleju rybka, fryteczki, suróweczki inne uciechy. Czas spać. Atrakcji czeka jeszcze co niemiara.

Kto choć raz był na wakacjach ze swoją zgraną paczką  ten wie, że poranki z różnych powodów bywają ciężkie. Ciasna kwatera, niewygodna kanapa i zatrzęsienie komarów wcale nie są pomocne. Na stole lądują czerstwe bułki i „ukręcona” na szybko jajecznica. Przed nami standard turysty na Helu: port, fokarium, budka z goframi i na koniec coś ekstra – Muzeum Obrony Wybrzeża (polecam).


Tak długie przechadzki bez kremu z silnym filtrem skutecznie odstraszyły nas od dalszego wygrzewania się w promieniach słońca. Ku mojej uciesze zostaliśmy dziś na kwaterach. Usadowiliśmy się przy starym drewnianym stole, niedługo potem dania główne wjechały na stół:
  • NMBR 9 – naprawdę szybka, uruchamiająca szare komórki gra abstrakcyjna. Idealna na wstęp do wieczoru przy planszy.
  • Szarlatani z Pasikurowic –  Szybki setup, emocjonujący push your luck, i te wszystkie kolory. Nic tylko siadać i grać. 
  • Sabotażysta: Zaginione Kopalnie – każda spędzona minuta w tej ciasnej kanciapie, każda kolejna opróżniona butelka prowadziła do tego momentu, do kulminacji. W końcu negatywna interakcja w najczystszej postaci, w końcu kopanie pod sobą dołów. Cztery kopalnie, dwie drużyny i jeden smok. Kontynuacja hitu Frederica Moeyersena, pierwszy raz w formie gry planszowej (nie karcianej).


Za czasów Wałów Jagiellońskich Rudi Schubert śpiewał „Gdy księżyc świecił na niebie dla ciebie”. Co prawda nie mam pewności, czy po skończeniu rozgrywek księżyc świecił dla mnie, ale świecił. My z kolei byliśmy diabelsko głodni. Więc w drogę! W nocny gwar, w tłum ludzi. Burger na mieście i hop do salonu z automatami. Kiedyś to było… automatów więcej, gry bardziej na czasie, flipperów jakoś tak więcej do wyboru. Za to kiedyś w tego typu lokalach nie było gier stołowych, teraz były. Od razu zaintrygowało mnie, że właściciel oddawał klientom do zabawy gry takie jak:
  • Klask – drewniana gra stołowa wywodząca się z warsztatu duńskiego stolarza Mikkela Bertelsena. Łączy w sobie emocje znane z piłkarzyków i cymbergaja.
  • BONK – Klask jest świetną grą dla dwóch osób, BONK jest niesamowity dla czteroosobowej ekipy. Drewniana piłka w środku obszaru gry, dwie bramki, cztery zjeżdżalnie po jednej na każdy kąt i prosty cel – wbicie drewnianej piłki do bramki przeciwnej drużyny!
Szalona noc, szalone rozgrywki i zgrana ekipa. To było to! I pozostał tylko żal, że wszystko zbliża się ku końcowi. Nad ranem będzie trzeba się spakować, udać na stacje kolejową i wrócić do codzienności. Zostaną wspomnienia podsycane kolejnymi spotkaniami przy grach planszowych.  


PS: Powyższa relacja jest fikcją wykreowaną w umyśle autora, ale wspomniane w niej gdy naprawdę zabrałbym na wakacje.
Pokaż więcej wpisów z Lipiec 2019
Polecane
RójRój
76,00 zł1520 pkt.
Tarantula tangoTarantula tango
33,00 zł660 pkt.
Quarto MiniQuarto Mini
67,00 zł1340 pkt.
Pylos MiniPylos Mini
67,00 zł1340 pkt.
Quoridor MiniQuoridor Mini
67,00 zł1340 pkt.
KlaskKlask
195,00 zł3900 pkt.
NMBR 9NMBR 9
67,00 zł1340 pkt.
Jungle Speed PlażaJungle Speed Plaża
76,90 zł1538 pkt.
Czarne historie 10Czarne historie 10
36,00 zł720 pkt.
Dobble: PlażaDobble: Plaża
54,90 zł1098 pkt.
Szarlatani z PasikurowicSzarlatani z Pasikurowic
129,00 zł2580 pkt.
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel