Wywiad i relacja z wystawy zdjęć BoardgameShot

2019-03-15
Wywiad i relacja z wystawy zdjęć BoardgameShot
Mateusz Zajda w światku gier planszowych znany jako BoardgameShot na swoim profilu przedstawia się jako ojciec, geek i fotograf. Czym się zajmuje? Wykonuje artystyczne zdjęcia gier planszowych. Jego prace zostały docenione przez graczy z całego świata, a pod koniec zeszłego roku podpisał profesjonalny kontrakt z wydawnictwem Roxley Game Laboratory. Mateusz 6 marca obchodził pierwszą rocznicę swojej działalności. Zwieńczeniem tej celebracji była wystawa zdjęć BoardgameShot, która odbyła się 8 marca w krakowskiej Domówka Cafe. Miałem przyjemność być tam osobiście. Zapraszam do przeczytania relacji z tego wydarzenia.

Synagoga Tempel mieści się niedaleko Domówki Cafe.

Pakując się na wyjazd do miejsca zamieszkania smoka Wawelskiego miałem niemałą zagwozdkę. Nie byłem pewien charakteru nadchodzącego wydarzenia. Ostatecznie zrezygnowałem z formalnego stroju i jak się miało później okazać była to słuszna decyzja.

Kraków przywitał mnie i moich współpracowników wietrzną pogodą. Ulica Miodowa przy której usytuowana jest Domówka Cafe to ścisłe centrum miasta, więc dotarcie do lokalu nie stanowiło problemu. Miejsce to mimo swej nazwy ma więcej z pubu niż z cafe, co nie zmienia faktu iż jest to świetne miejsce do zagrania w ulubioną planszę i wypicia dobrego craftowego piwa. Prace Mateusza wyeksponowano w piwnicznej części lokalu. Umieszczone w ramkach zdjęcia idealnie komponowały się z jego wystrojem. Główna część spotkania rozpoczęła się o godzinie dwudziestej. Na miejscu zastaliśmy głównego bohatera w towarzystwie przedstawicieli kilku polskich wydawnictw gier planszowych oraz blogerów i recenzentów. Taki widok bardzo mnie ucieszył. Dobrze jest widzieć, że unikatowy talent jest doceniany i zauważany. Z Mateuszem nawiązaliśmy kontakt na kilka dni przed wystawą i było to nasze pierwsze spotkanie twarzą w twarz. Całe wydarzenie przebiegło w przyjaznej atmosferze, Mateusz dzielił się z anegdotami związanymi z jego pracą. Znalazł też chwilę czasu by odpowiedzieć na wcześniej przygotowane przeze mnie pytania. Z treścią tego mini wywiadu możecie zapoznać się poniżej:

Tiny Epic Quest w obiektywie BoardgameShota.

- Nie gniewaj się za to, że zaczynam od banału, ale muszę zadać to pytanie. Skąd wziął się pomysł na BoardgameShot? Wiem, że we wszystko zamieszany był Tomasz Międzik (wtedy jeszcze Lucrum Games). Czy możesz przybliżyć nam tą historię?

- Na samym początku chciałbym podziękować Marcinowi za propozycję i zorganizowanie tej wystawy - bez tego byśmy się nie spotkali. Początek historii zdjęć z grami planszowymi zaczął się około 7 miesięcy przed nawiązaniem kontaktu z Tomkiem Międzikiem. Przy okazji grania z moim synkiem wyciągałem aparat i robiłem kilka zdjęć, tak po prostu – chciałem uwiecznić jaką radość mu to sprawia, dlatego też z początku na zdjęciach pojawiał się Julek w trakcie rozgrywek oraz kilka zdjęć samej gry. Potem wrzucałem to na Facebookową grupę „Gry planszowe” gdzie dzieliłem się wrażeniami. Tomka poznałem, kiedy organizował konkurs przy okazji „afery” z Broom Service za 19 złotych, coś wygrałem i okazało się, że Tomek mieszka w Krakowie – tak się poznaliśmy, a ostatecznie skumplowaliśmy. Pewnego dnia Tomek napisał, że Lucrum byłoby zainteresowane zdjęciami gier, a widział, że ja coś takiego wrzucałem na wspomnianą wyżej grupę. Testowo wykonałem sesję gry z mojej kolekcji. Wybrałem This `War of Mine – była to też pierwsza sesja gdzie zrobiłem zdjęcia „latających” komponentów – dokładnie były to kostki. Zdjęcia się spodobały i dostałem zlecenie na trzy tytuły od Lucrum. Już po wykonaniu pierwszych sesji Tomek podrzucił pomysł, abym spróbował wyjść ze zdjęciami do ludzi na Instagramie. Stwierdziłem, że warto spróbować ale powstał problem – jak to nazwać – po całym dniu przerzucania się propozycjami, Tomek napisał BoardgameShot – kupiłem to w całości i tak już zostało. Także śmiało można powiedzieć, że Tomasz jest ojcem chrzestnym „projektu”.


- Sam siebie określasz jako geek. Pod subkulturę geekowską można podpiąć całe mnóstwo pasji i hobby, które mogłyby zostać obiektem zainteresowania dla twojego obiektywu. Próbowałeś fotografowania innych geekowskich rzeczy jak LARPy, cosplayerzy, kolekcjonerskie figurki itd.?

- Niestety nie próbowałem, fajnie byłoby kiedyś zrobić sesję cosplayerów -  wymaga to jednak ludzi do fotografowania i czasu, a tego u mnie jak na lekarstwo. Chciałbym zrobić wiele rzeczy, ale staram się mierzyć siły na zamiary.


- Z tego co wiem swoją przygodę z grami planszowymi zacząłeś dzięki swojemu synowi. Rodzicielstwo wydaje się być bardzo ważnym aspektem Twojego życia prywatnego. Jak wpływa na Twoją działalność? Czy dzieci są w jakimś stopniu inspiracją do zdjęć, które robisz?

- To prawda, wszystko zaczęło się od poszukiwań prezentu na dzień dziecka w 2017 roku. Mój syn kocha pociągi - spędziliśmy na peronach niezliczone ilości godzin. Doszedłem do wniosku, że fajnie byłoby kupić mu coś związanego z pociągami. Znajomi w pracy powiedzieli mi o „Wsiąść do Pociągu” i niedługo później dokonałem zakupu. Po pierwszej rozgrywce byłem zachwycony i tak się zaczęło. Co do rodzicielstwa - jestem ojcem dwójki wspaniałych dzieciaków, które czasami po całym dniu pracy potrafią wyssać z Ciebie wieczorem resztki energii - padasz i nie jesteś w stanie nic zrobić. Na szczęście w tym wszystkim bardzo wspiera mnie moja żona!


- Pozostając w temacie inspiracji. Gry planszowe są bardzo różnorodne w swej tematyce. Nie jestem specjalistą, ale wydaje mi się, że bardzo duży potencjał na dobrą sesję zdjęciową dają gry osadzone w klimatach fantasy i science-fiction. Czy podczas przygotowywania zdjęć do gier takich jak choćby „Village Attacks" czerpiesz inspirację z innych prac osadzonych w tej konwencji (digital arty, filmy pełnometrażowe, itd.)?

- Z potencjałem różnie bywa, czasami robię zdjęcia gier które na pierwszy rzut oka nie mają żadnego potencjału po czym podczas sesji okazuje się, że jest jakaś chemia między nami. Jeśli chodzi o inspiracje to są nią same gry, gdy pochylasz się nad takim tytułem jak wspomniane przez Ciebie „Village Attacks" to niektóre zdjęcia stają się oczywiste do zrobienia, jednakże pomysły na daną scenę powstają w głowie. Nie wiem czy odpowiedziałem na Twoje pytanie, mam nadzieję, że chociaż w części tak.

Domówka Cafe i jej zadowoleni bywalcy.

- Patrząc na to jak dopieszczone są Twoje prace, niemal oczywistym jest, że poświęcasz im ogromną ilość czasu. Ile trwa pełne przygotowanie jednej sesji zdjęciowej?

- Tak na prawdę ciężko to do końca ocenić - zależy od tytułu. Być może to co teraz powiem wyda się dla kogoś śmieszne, ale generalnie mam taki swój rytuał. Otwieram grę i wyrzucam wszystko co jest w pudełku po czym patrzę sobie na komponenty przez dobre kilka minut. Później wychodzę z domu zapalić (tak, wiem, że palenie jest złe) - w międzyczasie gdzieś z tyłu głowy przemiela się to co widziałem i zaczynają pojawiać się pomysły na konkretne zdjęcia, wracam do domu i działam. Także od momentu otwarcia pudełka do obrobienia ostatniego zdjęcia mija od 3 do 6 godzin, ale jak mówiłem wszystko zależy od gry no i samego pomysłu na dane kadry.


- Którą z Twoich sesji zdjęciowych uważasz za najbardziej udaną? Czy jest taka z której nie jesteś zadowolony i którą wykonałbyś ponownie?

- Nie ma tej jednej jedynej najbardziej udanej, są za to konkretne zdjęcia - w większości widzisz je na tej wystawie. Odpowiadając na drugą część Twojego pytania - nie ma sesji z której nie jestem zadowolony - inaczej bym jej nie pokazał, co nie zmienia faktu, że patrząc z perspektywy czasu każda z nich mogłaby być lepsza - ale robiąc je wtedy robiłem je na 100% moich umiejętności. Teraz mając doświadczenie pewnie pierwsza sesja którą zrobiłem byłaby zupełnie inna.


- Jestem pewien, że do wykonania tych wszystkich wspaniałych zdjęć potrzebne są specjalne warunki. Do tego każda z gier planszowych jest inna i prawdopodobnie stawia przed Tobą inne wyzwania. Jakie problemy napotykałeś podczas fotografowania gier?

- Na samym początku problem stanowiło światło. Pół mojego fotograficznego życia zajmowałem się reportażem ślubnym, ulicznym, koncertami. Pracowałem na świetle zastanym. Przy zdjęciach planszowych okazało się, że muszę zacząć sam tym światłem operować - to było dla mnie coś zupełnie nowego, nigdy wcześniej nie pracowałem w studio więc początki były trudne. Jeszcze co do samych gier to czasami komponenty nie chcą latać tak jak bym sobie tego życzył. :)


- Twoja kariera fotografa gier planszowych rozwinęła się w niesamowitym tempie. I to w ciągu tylko jednego roku! Niewątpliwie jednym z jej ważniejszych punktów było podpisanie umowy z Roxley Game Laboratory. Jak zareagowałeś na propozycję współpracy z ich strony?

- Mówiąc szczerze, do dzisiaj ciężko mi uwierzyć jak to wszystko się potoczyło. Gdyby rok temu ktoś powiedział mi, że dzisiaj będę w tym miejscu w którym jestem - wyśmiałbym go. Najwspanialsze w tym wszystkim jest to, że do dzisiaj są rzeczy które mnie zaskakują pozytywnie - od negatywnych staram się odcinać. Wracając do tematu Roxley - gdy pojawiła się propozycja odmówiłem. Wiedziałem ile czasu robienie zdjęć zajmuje mi do tej pory, do tego dodałem pracę, dom, dzieci i wynik równania stał się oczywisty - nie ma opcji, abym wyrobił fizycznie. Tutaj do akcji wkroczyła moja żona która powiedziała "spróbuj, co Ci zależy". Gavan z Roxley również łatwo nie odpuścił co ostatecznie zakończyło się podpisaniem umowy. Uwielbiam pracować z tymi ludźmi, są tak naładowani pozytywną energią!


- Na zakończenie powiedz proszę gdzie widzisz siebie za kolejny rok. Wybiegasz z planami w przód czy wolisz myśleć o tym co tu i teraz?

- Biorąc pod uwagę jak wiele potrafi się wydarzyć w niedługim okresie czasu ciężko powiedzieć gdzie widzę siebie za kolejny rok. Na pewno chciałbym być dalej niż dzisiaj bo to będzie oznaczać progres. Może być też tak, że mnie już w tym świecie nie będzie - chodzi o świat fotografii gier planszowych - nie wiadomo co przyniesie los. Dlatego chyba najlepiej będzie skupić się na tym co jest teraz - a jest co robić. Mam w głowie kilka pomysłów na coś nowego, zobaczymy co z tego uda się zrealizować. Chciałbym jeszcze jakoś zaskoczyć graczy - czy się uda, zobaczymy.

Azul: Witraże Sintry w obiektywie BoardgameShota.

Ze względu na czekające następnego dnia na mnie i moich kolegów obowiązki nie mogliśmy zostać do samego końca spotkania, które trwało aż do trzeciej nad ranem! Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić was do śledzenia twórczości Boardgameshota na jego profilu Facebookowym oraz Instagramie. Z pewnością będziecie mieli na czym zawiesić oko.

Kamil „Sythriel”Pruski
Pokaż więcej wpisów z Marzec 2019
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel