Recenzja gry The Mind

2019-02-08
Recenzja gry The Mind


Gdyby ktoś zapytał mnie, który projektant gier planszowych był w minionym roku na fali, bez większego zastanowienia odpowiedziałbym – Wolfgang Warsch.



W 2016 roku wydano dwie gry jego autorstwa. Nie spotkały się jednak z wielkim zainteresowaniem graczy. Słuch o Wolfgangu zaginął na cały rok 2017. Austriak z pewnością jednak nie próżnował przez ten czas. W 2018 nastąpił jego tryumfalny powrót. Wydano sześć jego gier, a trzy z nich nominowano do prestiżowych nagród:
    • The Mind – do niemieckiej nagrody Spiel des Jahres (gra roku);
    • Ganz Schon Clever i Szarlatani z Pasikurowic – do niemieckiej nagrody Kennerspiel des Jahres (zaawansowana gra roku).

Ta ostatnia została lauretam nagrody, a jej recenzję znajdziecie tutaj.
Dziś jednak przyjrzymy się wspomnianemu wyżej The Mind – grze, która na pierwszy rzut oka nie ma prawa działać. Po tym nieco przydługim wstępie zapraszam do lektury!

PODSTAWOWE INFORMACJE

The Mind to imprezowa gra karciana przeznaczona dla 2 do 4 graczy w wieku od 8 lat. Przewidywany czas rozgrywki wynosi 15 minut.
Za polską wersję odpowiada wydawnictwo Fox Games. Autora gry zdążyłem przedstawić. :)


ZAWARTOŚĆ I WYGLĄD

Na czarnej okładce niewielkiego opakowania możemy ujrzeć lewitującego królika otoczonego białą aurą. Inne kolory widoczne na ilustracji to błękit i pomarańcz.
Będą one przeważać na wszystkich elementach gry. W środku pudełka znajdziemy:  
    • 100 ponumerowanych kart;
    • 12 kart poziomów;
    • 5 kart życia;
    • 3 karty shurikenów;
    • Instrukcję.
Wszystkie karty są czytelne i wydrukowano je na dobrej jakości papierze.

ROZGRYWKA

Zasady The Mind są łatwe do przyswojenia. W trakcie rozgrywki zespół graczy musi przejść przez dwanaście poziomów, zachowując przynajmniej jedno życie. Sto ponumerowanych kart należy przetasować i rozdać je uczestnikom zabawy w liczbie równej aktualnemu poziomowi. Zadaniem graczy jest wyłożyć wszystkie rozdane karty na środek stołu, zaczynając od najmniejszej, a kończąc na największej wartości. Nie ma podziału na tury – kto pierwszy wyrzuci kartę ten lepszy. Kluczem do trudności rozgrywki jest fakt, że gracze nie mogą się ze sobą komunikować! Nie można się odzywać, nie można dawać sobie żadnych niewerbalnych znaków. Pomocą dla zespołu są karty shurekinów. Dowolny gracz może zasugerować jej użycie poprzez podniesienie dłoni, reszta graczy może się na to zgodzić, wykonując ten sam gest. Po użyciu shurikena wszyscy gracze odrzucają ze swojej ręki kartę o najniższej wartości. Jeśli zespołowi uda się wyłożyć karty w odpowiedniej kolejności, przechodzą na kolejny poziom. Ponownie należy potasować karty i rozdać je graczom. Jeśli któryś z graczy ma na ręce kartę o niższej wartości niż ostatnia wyłożona na stół, należy wtedy odrzucić jedną kartę życia. Ponadto wszyscy gracze odrzucają z ręki karty o niższej wartości niż ta znajdująca się na stole. Gra toczy się tak długo, aż zespół posiada chociaż jedno życie. Po przejściu niektórych poziomów zespół odzyskuje życie i shurikeny. Początkowa liczba żyć i shurikenów zależy od wielkości zespołów. Gracze zwyciężają, jeśli ukończą wszystkie dwanaście poziomów.


MOJE WRAŻENIA

Na wstępie tej recenzji stwierdziłem, że The Mind na pierwszy rzut oka nie ma prawa działać. Dokładnie takie uczucie towarzyszyło mi i moim znajomym, kiedy wspólnie czytaliśmy instrukcję, a potem zaczęliśmy grać… Hasło promocyjne The Mind brzmi  „Gra pełna magii...” i trzeba przyznać, że jest w tym ziarno prawdy. Wykładanie kart w odpowiedniej kolejności wydaje się tylko kwestią przypadku. Jednakże obserwując karty wyłożone przez innych graczy oraz karty odrzucone za pomocą shurikena można domyślić się, jak wysokie karty zostały w rękach pozostałych członków zespołu. The Mind idealnie nadaje się na niezobowiązujące spotkania towarzyskie. Zasady są proste, sama gra trwa zaledwie kwadrans. Jednak jej największym atutem jest moim zdaniem „syndrom kolejnego razu”. Razem ze znajomymi doszliśmy tylko do siódmego poziomu. Każdy kolejny ukończony poziom dawał nam nieoczekiwane pokłady satysfakcji, a każda kolejna przegrana motywowała nas, by wejść na jeszcze jeden poziom wyżej. Każdemu z czytelników polecam przekonać się osobiście o fenomenie tego tytułu. Wolfgang Warsch znowu to zrobił. Stworzył kolejną niepozorną, niezbyt zachęcającą grę, która zyskuje jednak przy bliższym poznaniu. Z niecierpliwością czekam na to czym zaskoczy mnie w tym roku.


Kamil „Sythriel” Pruski
Pokaż więcej wpisów z Luty 2019
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel